sobota, 20 września 2014

Po pierwsze: dieta

Wybór diety był dla mnie dość łatwy. Dlaczego? Bo testowałam już wiele.

Była dieta kopenhaska- bardzo restrykcyjna, bardzo wymagająca. Dała mi błyskawiczne efekty ale i bardzo szybko nadrobiłam. Bardzo, bardzo, bardzo szybko i bardzo, bardzo dużo . Efekt jojo murowany i był spektakularny.

Była dieta Dukana - bardzo nudna i brakowało mi w niej warzyw i owoców.

Była dieta kapuściana - przez długi czas nie mogłam patrzeć na kapustę a monotonia diety szybko spaliła mój zapał na nią.

Była dieta 1000 kcal - ale chodziłam głodna i za nic nie mogłam na niej wytrzymać

Zdjęcie tutaj


Teraz jest dieta 1500-1600 kcal.
Moje zapotrzebowanie kaloryczne wynosi ok. 2500 kcal. Przy zredukowaniu diety o ok. 1000 kcal wychodzi mi ilość kcal aby zachować siły i tracić na wadze.

A jak to rozłożyć na posiłki? Krakowskim targiem wyznaczmy, że dziennie jeść będę posiłki o łącznej kaloryczności 1550.

Na śniadanie powinnam zjadać 25% tej ilości czyli       388 kcal
Na drugie śniadanie 10% czyli                                        150 kcal
Na lunch powinnam zjadać 20% czyli                            310 kcal
Na obiad powinno to wynosić 30% czyli                        465 kcal
Na kolację zaś 15% czyli                                                 232 kcal.

Wielkości te podał mi dietetyk, więc nie mnie z nimi dyskutować.

Tą dietę stosuję już drugi tydzień. Oczywiście, że nie zaczęłam teraz, kiedy piszę tego bloga. Ja już coś ze sobą robię :)

Śniadania są syte, głównie opierają się na chlebie ciemnym. Na drugie śniadanie zazwyczaj mam koktajl, z jogurtu, owoców i warzyw. Na lunch mam lekką sałatkę. Na obiad jest obiad- lekkie dania obiadowe. Kolacje są wysokobiałkowe, żeby rozruszać metabolizm.


Zdjęcie tu

piątek, 19 września 2014

Dlaczego teraz...

Jest koniec września, mam coraz więcej na głowie a moje ciało odmawia mi współpracy. Dystans, który wielokrotnie pokonywałam, teraz stał się dla mnie trudny. Do domu wracam zmęczona, zdyszana i pozbawiona sił, a to przecież początek dnia. Schylanie się jest kłopotem, zabawa z córką jest kłopotem. Wyjście gdziekolwiek jest kłopotem.

Wstydzę się swojego ciała. Nie mogę czerpać radości z czasu wspólnie spędzonego z rodziną. Chowam się przed światem za wielkimi tunikami, babcinymi bluzkami i paskudnymi strojami kąpielowymi.

Wstaję zmęczona, kładę się spać zmęczona. nawet mój umysł pracuje ciężej. Zadania, z którymi do tej pory dawałam sobie radę, teraz sprawiają mi więcej kłopotów.

Jestem na bieżąco z plotkami z show biznesu, znam najpopularniejsze seriale, ale nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam naprawdę dobrą książkę, a nie popularną. Nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy wybrałam film przez jego wartość a nie przez obsadę aktorską czy ilość gwiazdek przyznanych przez znane portale. Nie mogę opisać nawet jak bardzo się rozleniwiłam.

Dlatego postanowiłam coś zmienić. Stąd mój nowy plan na najbliższe kilka miesięcy.

Po pierwsze: dieta

Sieć jest pełna różnych diet, szybkich i bardzo szybkich. Ja jednak postawiłam na dietetyka. Poszłam spotkać się z p. Klaudią, która ułożyła dla mnie dietę 1500 kcal, uwzględniając moje preferencję.

W diecie tej mam swoje dwie chwile przyjemności - piątkowe piwo i słodką niedzielę, ale o tym przy kolejnych wpisach.

Po drugie: ćwiczenia

Nie ma co się oszukiwać, jeżeli teraz skoczę na głęboką wodę to po tygodniu, góra dwóch zrezygnuję zupełnie z ćwiczeń. Wtedy każda wymówka będzie dobra. Dlatego na początek przygotowałam sobie zestaw na rozgrzewkę:

* skakanka 15 serii po 30s skoków z nogi na nogę (10 serii) i obunóż (5 serii) z przerwami po 15s

* sqaty 2x po 15

* brzuszki 2 x po 20
Jeżeli uważasz, że to mało, to sam pomyśl, że małymi kroczkami też gdzieś zajdę, a lepsze to niż nie robić nic.

Po trzecie: motywacja

Tutaj nie będzie konkretnego wpisu. Jedno jest pewne. Odchudzanie to sprint, to maraton...