piątek, 19 września 2014

Dlaczego teraz...

Jest koniec września, mam coraz więcej na głowie a moje ciało odmawia mi współpracy. Dystans, który wielokrotnie pokonywałam, teraz stał się dla mnie trudny. Do domu wracam zmęczona, zdyszana i pozbawiona sił, a to przecież początek dnia. Schylanie się jest kłopotem, zabawa z córką jest kłopotem. Wyjście gdziekolwiek jest kłopotem.

Wstydzę się swojego ciała. Nie mogę czerpać radości z czasu wspólnie spędzonego z rodziną. Chowam się przed światem za wielkimi tunikami, babcinymi bluzkami i paskudnymi strojami kąpielowymi.

Wstaję zmęczona, kładę się spać zmęczona. nawet mój umysł pracuje ciężej. Zadania, z którymi do tej pory dawałam sobie radę, teraz sprawiają mi więcej kłopotów.

Jestem na bieżąco z plotkami z show biznesu, znam najpopularniejsze seriale, ale nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam naprawdę dobrą książkę, a nie popularną. Nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy wybrałam film przez jego wartość a nie przez obsadę aktorską czy ilość gwiazdek przyznanych przez znane portale. Nie mogę opisać nawet jak bardzo się rozleniwiłam.

Dlatego postanowiłam coś zmienić. Stąd mój nowy plan na najbliższe kilka miesięcy.

Po pierwsze: dieta

Sieć jest pełna różnych diet, szybkich i bardzo szybkich. Ja jednak postawiłam na dietetyka. Poszłam spotkać się z p. Klaudią, która ułożyła dla mnie dietę 1500 kcal, uwzględniając moje preferencję.

W diecie tej mam swoje dwie chwile przyjemności - piątkowe piwo i słodką niedzielę, ale o tym przy kolejnych wpisach.

Po drugie: ćwiczenia

Nie ma co się oszukiwać, jeżeli teraz skoczę na głęboką wodę to po tygodniu, góra dwóch zrezygnuję zupełnie z ćwiczeń. Wtedy każda wymówka będzie dobra. Dlatego na początek przygotowałam sobie zestaw na rozgrzewkę:

* skakanka 15 serii po 30s skoków z nogi na nogę (10 serii) i obunóż (5 serii) z przerwami po 15s

* sqaty 2x po 15

* brzuszki 2 x po 20
Jeżeli uważasz, że to mało, to sam pomyśl, że małymi kroczkami też gdzieś zajdę, a lepsze to niż nie robić nic.

Po trzecie: motywacja

Tutaj nie będzie konkretnego wpisu. Jedno jest pewne. Odchudzanie to sprint, to maraton...



0 komentarze:

Prześlij komentarz